Chrzest mojego małego modela był poprzedzony miłym spacerem w ostatnich promykach jesiennego słońca. Patrząc na to dziecko aż wierzyć się nie chce w to, co przechodził (a wraz z nim rodzice) zaraz po urodzeniu. Szpitale, respiratory, mijające dni..tygodnie...Słuchając opowieści mogłam tylko dziękować (Bogu?..) że ja czegoś takiego nie musiałam przeżywać kiedy moje dzieci przychodziły na świat i cieszyć sie razem z rodzicami, ze Piotruś rośnie cały i zdrowy.
bardzo ładnie, naturalnie Ci to wyszło, chyba mieliście fajną pogodę ;)
OdpowiedzUsuńooj z tą pogodą to tak różenie o tej porze roku. Spacerowaliśmy na krawędzi dnia i nocy także w jednym momencie zrobiło sie chłodno i szaro.
OdpowiedzUsuń